loading

O muzyce, bliskości i autyzmie. Rozmowa z Kasią Romaniczyk – “Jeszcze Bliżej”


Kasia – mama 2 dzieci, 2-letniej Hani i 4-letniego Misia, z wykształcenia nauczyciel, językowiec,
a z zamiłowania doradca noszenia dzieci w chuście i instruktor masażu Shantala w “Jeszcze bliżej”, uwielbiająca muzykę. Prowadzi zajęcia muzyczno-ruchowe dla dzieci, w których pokazuje, że każdy rodzic może cieszyć się muzyką i tą miłość do muzyki może zaszczepić w swoich dzieciach.

Kasię poznałam na kursie chustonoszenia. Od tamtej pory bacznie obserwuję działania Kasi
w “Jeszcze bliżej dziecka” na Facebooku. Podziwiam ją za miłość, którą wkłada w szerzenie idei bliskości. Kasia poprzez muzykę wspiera także rozwój swoich dzieci, w szczególności syna, ale o tym sama Kasia opowie:

Skąd pomysł na “Jeszcze bliżej”?

Kasia: Pomysł na „Jeszcze bliżej” zrodził się, gdy mój syn kończył rok i kończył się urlop macierzyński, co zwykle łączy się koniecznością posłania dziecka do żłobka. Mój syn od urodzenia stawiał przede mną duże wyzwania, był bardzo wymagającym dzieckiem i opieka nad nim nie była łatwa. Byłam przekonana, że najlepsze co mogę dla niego zrobić, to zostać z nim w domu, by być blisko, wspierać go w rozwoju, w jego tempie, w jego czasie z uważnością na jego potrzeby. Wiedziałam, że żaden żłobek nie da mu tyle miłości i wsparcia, które mogę mu zapewnić jako mama. Ponieważ od początku podejrzewałam, że jego rozwój nie jest standardowy, bardzo dużo szukałam wiadomości o nietypowych zachowaniach. Zaczęłam czytać, szukać różnych szkoleń, testować i sprawdzać co może sprawdzić się u nas, jak lepiej go zrozumieć, jak mu pomóc, jak zaakceptować.

Wiedziałam od zawsze, że chcę wychowywać moje dzieci w duchu bliskości,
że będę je nosić w chuście. Niestety okazało się, że mój syn nie akceptował długo takiego tulenia. Dopiero przy córce mogłam się nacieszyć noszeniem. Zrobiłam kurs na doradcę noszenia Clauwii i z radością zaczęłam się dzielić moją wiedzą i pasją z innymi młodymi rodzicami. Chciałam im pokazać, że nawet jeśli mają trudne początki, nawet gdy nie wychodzi przy jednym dziecku, nie ma co się zrażać, że warto próbować, bo bycie z dzieckiem blisko, a dzięki chuście jeszcze bliżej, jest wspaniałym darem dla obu stron. Dzięki chustonoszeniu, dzięki „Jeszcze bliżej” mogłam zostać w domu z synem i córką, połączyć prowadzenie domu i budowania rodziny
z pracą doradcy.
A pomysł na samą nazwę? Oczywiście muzyczny – z piosenki 😉

Jak udało Ci się połączyć pasję chustonoszenia z muzyką? Czy te dwie aktywności mają jakiś wspólny mianownik?

Kasia: Oczywiście wspólnym mianownikiem są zawsze moje dzieci, szczególnie Misiek. To dzięki niemu nie przestałam szukać i się dokształcać. Po szkoleniu na doradcę chustowego przyszły kolejne – zrobiłam szkolenie z z pielęgnacji neurorozwojowej i rozwoju dziecka w 1 roku życia. Następnie z Ruchu Rozwijającego Weroniki Sherborne, z elementów terapii SI oraz terapię ręki. Później bardziej muzyczne – z rozwoju muzycznego dzieci według Gordona, szkolenie Pomelody oraz wiele innych. Po diagnozie, jeździłam z nim na różne terapie, różne zajęcia, ale zawsze czegoś mi brakowało, a mój syn bardzo nie lubił tych zajęć. Nie chciałam z nim walczyć,  nie chciałam, żeby spędzał większość swojego czasu u specjalistów. Sama zaczęłam używać swojej wiedzy do zabaw w domu. Hanka była non stop z nami, w chuście u mamy, a ja mogłam zajmować się synem. Z czasem bardzo polubił wszystkie zajęcia, w których zawsze towarzyszyła nam muzyka. Szybko zrozumiałam, że jeśli mogę tak dobrze bawić się w domu z moimi dziećmi, że ta muzyka tak wspaniale na nie działa, to może zarażę tą zabawą innych rodziców. Chciałam pokazać,
że muzykowanie nie musi kojarzyć się tylko z poważnymi zajęciami według określonej metody. Chciałam pokazać, że można bawić i cieszyć się muzyką, na dywanie, w warunkach domowych. Chciałam dać rodzicom narzędzia, pomysły na zabawę z dziećmi, na spędzanie czasu z nimi. Tak powstała formułą moich zajęć Gra muzyka. Na wszystkie zajęcia zabierałam oczywiście ze sobą Hanię, najczęściej w chuście 😉 tym samym stała się moją małą asystentką i najlepszą reklamą.

Czy spotykasz się na zajęciach muzycznych z dziećmi o specjalnych potrzebach? Czy udaje Ci się pomóc rodzicom takich dzieci?

Kasia: To dość trudne pytanie. Mimo tego, że mam doświadczenie z autystycznymi dziećmi, to nie mogę powiedzieć, że znam wszystkie odsłony spektrum autyzmu. Jeśli znasz jedno autystyczne dziecko, to znasz jedno autystyczne dziecko. Nie można na tej podstawie diagnozować i doszukiwać się cech autystycznych u innych, bo każde dziecko jest inne. Staram się nie oceniać, nie stawiać tez, bo widzę te dzieci w jednym momencie ich życia, w specyficznej sytuacji, w obcym dla nich środowisku i obcym miejscu. Każde dziecko może wtedy zachowywać się nietypowo. I wychodzę z założenia, że na moich zajęciach dzieci i rodzice mają się dobrze bawić, bo każde z nich na to zasługuje. Inaczej wygląda sytuacja gdy dzieci chodzą na moje zajęcia rok, wtedy mogę coś więcej powiedzieć. Nigdy nie zdarzyło mi się, żebym to ja zwracała uwagę rodzicom, ale zdarza się, że ktoś znając moją sytuację poprosi mnie o pomoc. Wtedy wiem jak pokierować takiego rodzica, do kogo ma się zwrócić o pomoc.

Opowiedz mi o swoim synku Michale.
Kiedy odkryliście jego zaburzenie i czy muzyka może pomóc w terapii takich dzieci?

Kasia: Tak jak mówiłam, mój syn od początku był dość wymagającym dzieckiem. Było nam bardzo ciężko, bo wszystko co działało przy innych niemowlakach, to naszego syna doprowadzało do histerii. Chusta – nie, masaże – nie, zajęcia w grupach – nie. To były dla nas trudne początki. Lubił tylko zabawy w ciszy, najlepiej bez innych dzieci, sam układał klocki, fascynowało go wszystko co się kręci. Dość późno zaczął chodzić, rozwijał się też słabo motorycznie, a rehabilitacja była bardzo trudna, bo nie akceptował dotyku fizjoterapeutów. Gdy byłam w ciąży z Hanią, to poszłam z nim do psychiatry opowiedzieć o moich wątpliwościach i wtedy dostaliśmy diagnozę. Nie miał jeszcze 2 lat. Po diagnozie mnóstwo zaleceń i terapii. W drodze na i po zajęciach, spędzałam mnóstwo czasu w samochodzie. Misiek nie lubił muzyki z radia ani z płyt, więc wtedy sądziłam, że w ogóle nie lubi muzyki. Do czasu, aż zaczęłam zamiast tego śpiewać w samochodzie. Okazało się, że to uwielbia. Przez diagnozę zupełnie o tym zapomniałam. A przecież od urodzenia śpiewałam mu w trudnych momentach kołysanki, najczęściej po francusku! Wtedy się momentalnie uspokajał. I to właśnie o to chodzi, w muzyce puszczanej ze sprzętów, to sprzęty były bardziej interesujące niż sama muzyka. On lubił „żywy” głos. Mój głos! Jeździliśmy więc razem w tym samochodzie, a ja wymyślałam słowa do znanych melodii. Najczęściej o samochodach, ciężarówkach, karetkach i koparkach. Wszystko to, co chciał i co lubił.
Misiek do tego ma świetną pamięć, powtarzał po mnie po kilkanaście zwrotek i to bezbłędnie.
On uwielbia muzykę, teraz nawet może słuchać jej z nagrań. Zapamiętuje wszystkie słowa, bardzo mocno się na nich koncentruje. Jak każde dziecko, nie tylko ze spektrum, lubi porządek – dlatego zwykle nasze zabawy zaczynamy od tej samej piosenki i kończymy taką samą co zwykle. Nie lubi zmian, więc wprowadzam je stopniowo. Lubi powtarzanie melodii, powtarzanie rytmu. Nie umie naśladować, więc ciężko nam to idzie. Denerwuje się, kiedy coś mu nie wychodzi, więc mocno wspieramy jego poczucie własnej wartości. Lubi tzw. zabawy podłogowe, turlanie, kołysanie się, bujanie, ściskanie. Lubi mocny docisk.

Trzeba często tłumaczyć, co będziemy robić. Ma swój rytm, nie zawsze wszystko rozumie, więc należy się upewniać, że wie co i jak. Dlatego taka uważność i podejście indywidualne jest bardzo ważne, a w grupie – instytucja nauczyciela wspomagającego, który szepnie do ucha co ma robić i upewni się, że dobrze zrozumiał, jest nieoceniona. Jego radość jest najlepszą nagrodą. Gdy się cieszy, gdy śpiewa nasze piosenki, to cały promienieje, skacze i biega w kółko. On cały jest radością! Nie znam piękniejszego widoku 😉

Na koniec zdradź mi jeszcze: jaka jest twoja ulubiona aktywność muzyczna z dziećmi?

Kasia: Z dziećmi najbardziej lubimy śpiewać i tańczyć razem. Uwielbiamy z mężem wziąć dzieci na ręce i po prostu pośpiewać nasze ulubione piosenki i razem z nimi tańczyć. Chcemy, żeby widzieli rodziców nie tylko w roli poważnych wychowawców, ale żeby również mieli szansę się z nami powygłupiać.
Najlepsza zabawa jest zawsze z muzyką!

Dziękuję!

Blog

Comments are disabled.